...

sobota, 10 czerwca 2017

XIV. Hatake

Kakashi, siedząc w salonie różowowłosej, uśmiechał się czytając kolejne strony książki. Nagle poczuł czyjeś drobne dłonie przesuwające się od jego ramion, przez klatkę piersiową, ku dołowi. Przy jego uchu ktoś cicho mruczał, a oddech tej osoby sprawiał, że mężczyzna zamknął oczy. Otworzył je jednak, gdy dziewczyna zabrała ręce i zniknęła zza jego pleców. Przeszła przed kanapę i bez najmniejszego zawahania usiadła na jego udach. Ściągnęła jego maskę i musnęła wargami jego usta. Mężczyzna się nie opierał, nie miał nawet takiego zamiaru. Za bardzo podobała mu się ta chwila. Ponownie zamknął oczy, rozkoszując się jej dotykiem, pocałunkami, nią całą. Jego oddech znacznie przyspieszył. Położył dłonie na jej biodrach, a ta bez słowa zaczęła lekko unosić się na nim.
— Kakashi… — szeptała w jego usta kusząco.

— Kakashi… — Szepty robiły się głośniejsze. — Kakashi! — W ostateczności szepty zamieniły się w głośny, przytłumiony krzyk. — Kakashi do cholery!
Drzwi od jego pokoju z głośnym łoskotem uderzyły o ścianę, powodując, że powstało zagłębienie od klamki. Kakashi zerwał się z łóżka przerażony tym. Stał w samych spodniach dresowych prosto przed wściekłą Sakurą, która wymachiwała przed jego oczami czerwonym materiałem.
— Możesz mi z łaski swojej powiedzieć co to jest? — warknęła na niego zniecierpliwiona.
Mężczyzna spojrzał uważniej na materiał którym wymachiwała. Był jeszcze zaspany, a wschodzące dopiero słońce oznajmiło mu, że jest za wcześnie na pobudkę.
— Yyy… A to przypadkiem nie moje bokserki? — Zaczął się nerwowo drapać po karku, nie wiedząc do czego dziewczyna zmierza. — Coś się stało? — zadał niewinne pytanie.
— Czy coś się stało? — spytała z niedowierzaniem. — Czy coś się stało?! — krzyknęła niemal. — Tak! Stało się! Twoje cholerne bokserki przefarbowały wszystkie moje białe ubrania! — Rzuciła odzieniem w mężczyznę.
Kakashi nie mógł się powstrzymać i zaczął się śmiać. Nadal nie zapomniał cudownego snu, z którego Sakura go obudziła.
— No i z czego się, głupi, śmiejesz? To nie jest wcale takie zabawne. Moja ulubiona bluzka poszła się… poszła do wyrzucenia — jęknęła niezadowolona. — Odkupujesz mi ją.
— Tak, tak. Odkupię ci stratę. — Wytarł teatralnie łezkę spod oka. — To tyle co miałaś mi do powiedzenia? — Przekrzywił głowę, patrząc na nią rozbawiony i skupiając na niej swoje spojrzenie.
— Za karę robisz śniadanie — burkęła na niego i dopiero teraz, choć stała tu od dobrej minuty, zauważyła nocny ubiór swojego współlokatora. — I ubierz się zboczeńcu! — rzuciła lekko, czerwieniejąc się i odwracając wzrok.
— Wypraszam sobie! — oburzył się jej oskarżeniem. — To ty wpadłaś do mojego pokoju, budząc mnie przy tym z pięknego snu. Więc żaden zboczeniec, okej? Oczekuję przeprosin — fuknął na nią.
— Przeprosin? Chyba w snach…
— No raczej nie chciałabyś, by mój sen się spełnił. — Zachichotał pod nosem, wyobrażając sobie na nowo tą nazbyt odważną Sakurę.
— Co tam bełkoczesz? — Uniosła jedną brew do góry i podeszła bliżej niego. — No powtórz bo nie słyszałam.
— Nie ważne. Nie interesuj się bo to nieładnie. — Poczochrał ją po, i tak już roztrzepanych, włosach.
— Nie dotykaj mnie! — fuknęła i zdzieliła go z pięści w głowę, przez co zmusiła Kakashiego do złapania się za nią i rozmasowania bolącego miejsca.
— A to za co?! — Spojrzał na nią niewinnie.
— Za nico — burkęła.
— Tak? A więc… to też jest za nico.
Kakashi wyciągnął w jej stronę ręce i popchnął na łóżko, a następnie, nachylając się zaczął łaskotać zaskoczoną Sakurę. Ta nie mogąc wytrzymać zaczęła się głośno śmiać z tortur, jakie Hatake na niej stosował.
— Ka—kakashi! Przestań! Proszę, nie wytrzymam! — Śmiała się głośno. Mężczyzna nie miał zamiaru przystawać na jej prośby, ale gdy dziewczyna wyciągnęła w jego stronę smukłe palce i wbiła je między jego żebra, opamiętał się wreszcie.
— Jesteś niemożliwy. Jak ja mogę mieszać z takim człowiekiem pod jednym dachem. — Prychnęła, uspokojając swój oddech. Była na niego zła, ale przez to co zrobił, ta złość wyparowała gdzieś w powietrze.
Po poranku pełnym śmiechu i zabawy, po śniadaniu zrobionym przez Sakurę, dwójka ludzi udała się w swoje strony, aby zająć się własnymi zajęciami. Różowowłosa skierowała się do szpitala. W ostatnim czasie miała dużo pracy, ze względu na panującą w wiosce chorobę. Kakashi natomiast udał się do swojego gabinetu, gdyż i jego czekał ogrom zajęć związanych z misjami shinobi.

~***~

Było deszczowe popołudnie, choć dzień z samego rana zapowiadał się na słoneczny. Kakashi siedział w swoim gabinecie i przeglądał kolejne raporty z różnych misji — tych mniej, jak i bardziej ważnych. Martwiło go to, że od jakiegoś czasu nie dostawał raportów od Sasuke. Poza tym rozmowa z Tsunade, która miała niby być tą poważną, okazała się jedynie sprawozdaniem z pracy obecnego Hokage i zwyczajną pogawędką przy herbacie.
Podczas jego pracy do gabinetu wpadł zdyszany Shikamaru, który był cały mokry od deszczu.
— Kakashi! ANBU dostarczyli informacje, że widziano Sasuke w lesie. Zmierza do wioski — wydyszał.
— Co takiego? Przecież nic nie wspominał, że powróci. — Zerwał się z krzesła i razem z Shikamaru wybiegli z gabinetu. Skierowali się w kierunku bramy południowej, która wychodziła prosto na las. Nie minęło dużo czasu gdy zauważyli zmierzającego w ich stronę, kulejącego Uchihę. Podpierał się o jakiś patyk znaleziony po drodze. Gdy byli bliżej mogli dostrzec, że jego prawa noga była cała zakrwawiona, więc musiała być poważnie uszkodzona. Nagle patyk złamał się w pół, gdy został postawiony na nierównej powierzchni, a Sasuke poleciał do przodu. Gdyby nie szybka reakcja Kakashiego, chłopak zaliczyłby randkę z ziemią, co w jego przypadku nie było potrzebne.
— Przepraszam, Kakashi… — wycharczał przez zaciśnięte gardło. Gdy Kakashi przyjrzał się chwilę jego twarzy zauważył na niej dużo siniaków, a w niektórych miejscach głębokie rozcięcia. Innymi słowy chłopak był całkowicie poobijany i połamany. Zemdlał w jego ramionach, a on nie mógł nic zrobić. Momentalnie podniósł go wygodniej, w taki sposób, aby nie uszkodzić bardziej nogi, i ruszył w stronę szpitala. Sasuke potrzebował natychmiastowej opieki. Wiedział również, że dyżur w szpitalu miała różowowłosa. Musiał go trzymać zdala od niej, obiecał to sobie, ale sytuacja na to nie pozwalała. Musiał się nim zająć najlepszy medyk, a takim była właśnie Sakura. Shikamaru chciał mu pomóc, lecz upartość Kakashiego wygrała. Zaniósł go od razu na zabiegówkę i kazał wezwać lekarza, ale nie Haruno. Niestety na jego i jej nieszczęście, tylko ona była w tej chwili wolna.
— Sakura, poczekaj. Nie wchodź tam. — Shikamaru próbował ją zatrzymać. — Nie powinnaś.
— Shikamaru, przepuść mnie. To podobno pilne wezwanie. To jakiś shinobi z misji — warknęła na niego. Nie była w dobrym humorze, gdyż miała urwanie głowy w szpitalu, a gdy mogła sobie wziąć chwilę przerwy, zabrano ją jej. Odepchnęła go na bok, gdyż zagradzał jej drogę, i wpadła do środka, a widząc nieprzytomnego Sasuke na kozetce, struchlała.
— Co on tutaj do cholery robi?! — krzyknęła, patrząc się na Kakashiego. — Miał być na misji! Nie powiedziałeś, że wrócił!
— Uspokój się. Sam nie miałem o tym pojęcia, ale teraz potrzebuje pilnej pomocy. Ma coś z nogą i jest cały poobijany. Być może ma połamane żebra.
— Kakashi, ja nie mogę… Nie potrafię. — Zaczęła się cofać, patrząc na czarnowłosego. — Nie potrafię — powtórzyła się.
Podszedł do niej i położył dłonie na jej drobnych ramionach, które od momentu gdy zobaczyła Uchihę drżały ze strachu. Spojrzał jej prosto w oczy, a w jego było widać tą niemal błagalną prośbę. Mimo tego jaki był Sasuke i co wyrządził dziewczynie, to nadal był podopieczny Hatake. Martwił się o niego tak samo jak i o Sakurę czy Naruto.
— Proszę, mamy tylko ciebie. On potrzebuje pomocy. Jeżeli tego nie zrobisz, wykrwawi się. Nie możemy na to pozwolić, prawda? — Wiedział, że to dla dziewczyny bardzo trudne, ale nie miał wyjścia. Musiał ją przekonać do pomocy swojemu dawnemu kompanowi z drużyny.
— Zgoda… — szepnęła niemal niesłyszalne. — Pomogę mu — dodała już pewniejszym głosem i strzepała ręce mężczyzny ze swoich ramion. — Potrzebuję jedynie pomocy z zatamowaniem krwotoku. Stracił dużo krwi. — Podchodząc do nieprzytomnego chłopaka związała włosy w ciasną kitkę na czubku głowy. — Jest prawdopodobnie złamana. — Podeszła na tyle blisko, by móc już oszacować mniej więcej szkody na ciele czarnowłosego. Niepewnie sięgnęła dłońmi do jego podkoszulka i za pomocą czakry rozcięła ją, pozbywając go niej. — Wygląda na to, że ma połamane przynajmniej trzy żebra. — Przygryzła wargę, patrząc na siniaki na ciele pacjenta. — Jak mogłeś się dać tak załatwić, Sasuke… — szepnęła pod nosem. Mimo tego, że czuła odrazę do niego za to co jej zrobił, widok poobijanego chłopaka sprawiał, że i ona odczuwała współczucie. Nie była w końcu bezuczuciowym człowiekiem.
— Dasz radę coś z tym zrobić? — zapytał, stając naprzeciw niej.
— Oczywiście! — oburzyła się. — Zajmowałam się gorszymi przypadkami. Złożę mu nogę i wsadzę w gips. — Prychnęła, patrząc się na praktycznie niezdatną do złożenia, dla zwykłego medyka, nogę bruneta.
— No dobrze. W takim razie… nie będziemy ci przeszkadzać.
Kakashi wyszedł z sali pozostawił Sakurę samą. Nie chciał jej przeszkadzać bo wiedział, że bardziej by zaszkodził niż pomógł. Ona natomiast zabrała się za to co wspominała. Musiała złożyć nogę i zregenerować częściowo kanaliki czakry, które w dziwny sposób zostały nadszarpnięte. Zabieg nie trwał długo ze względu na umiejętności jakie posiadła Sakura przez te wszystkie lata. Sasuka dalej był nieprzytomny. Dziewczyna kazała przewieźć go na jedną z pustych sal. Wyszła z zabiegówki i ruszyła z wolna do swojego gabinetu, nie zwracając uwagi na Kakashiego. Wiedziała, że nie powinna tak postępować. Był to przecież najbardziej szanowany shinobi w wiosce — był Hokage, jednakże Haruno nie miała nastroju na jakąkolwiek rozmowę. Zamknęła się w swoim małym, przytulnym, odosobnionym pokoju i mogła sobie pozwolić na chwilę spokoju. Brakowało jej go od jakiegoś czasu. Wszystko ją męczyło, nawet gorzej niż podczas Czwartej Wielkiej Wojny Shinobi. Potrzebowała odpoczynku, na który nie mogła sobie pozwolić ze względu na okupowanie szpitalu przez chorych. W końcu usiadła na swoim wygodnym krześle i oparła się o niego, pozwalając sobie na zamknięcie oczu. Nawet nie wiedziała kiedy, a dopadł ją błogi sen.

Obudziła się godzinę później, gdy do jej gabinetu wpadła Shizune, która wyraźnie była poddenerwowana. Sakura nie miała pojęcia co się dzieje, ale widząc twarz kobiety, od razu wstała i próbowała się jak najszybciej obudzić.
— Coś się stało? — spytała cicho, ziewając. — Przepraszam, przysnęło mi się.
— Szpital jest przepełniony. Nie mamy już wolnych miejsc a grypa dalej się rozwija. Sakura, co mamy robić? — Spojrzała na nią. Ona również nie miała już siły. Starała się najbardziej jak tylko mogła, ale była człowiekiem i tak jak każdego, długie przesiadywanie w miejscu pracy powodowało utratę energii.
— Nie ma już wolnych sal? A pozostali pacjenci? Musimy zrobić obchód i wypuścić do domu osoby, które są zdrowe… — Westchnęła, przecierając twarz. Pierwszy raz podczas jej kariery zdarzyła się taka sytuacja. Przerażało ją to. Odkąd Tsunade odeszła, została sama z Shizune. Było ciężko, wiedziała o tym, ale wiedziała również, że musi pokazać swojej mistrzyni, że potrafi zająć się szpitalem. Wyszła z gabinetu, nie czekając na Shizune. Musiała jak najszybciej zrobić miejsce dla nowych pacjentów, nie narażając przy tym zdrowia swoich obecnych podopiecznych. — Skontaktuj się z najbliższymi wioskami. Chcę wiedzieć czy ta grypa jest tylko u nas czy jednak to coś grubszego.
— Oczywiście — odpowiedziała jedynie i pobiegła w całkowicie inny kierunek niż kierowała się Haruno. Wiedziała, że dziewczyna ma łeb na karku i poradzi sobie w każdej sytuacji.

Trzy godziny później była już po dokładnym obchodzie wszystkich pacjentów w szpitalu. Okazało się, że przynajmniej trzy czwarte z nich to osoby chorę na, jeszcze nie zindefikowaną, grypę. Mogła wypuścić do domu jedynie kilkoro ludzi, którzy byli po drobnych urazach. Jednak to i tak nie zaspokoiło potrzeby miejsc. Do szpitala zgłaszało się coraz więcej osób. Dzieci, dorosłych, kobiety i mężczyźni. Musieli się wziąć za opracowanie szczepionki na tego typu grypę, jednak nie wiedzieli nawet z czym walczą, więc jak mieli zabrać się za tworzenie leku? Co prawda badania już trwały, ale i tak nie można było stwierdzić co to może być. Dlatego potrzebowali czasu i konsultacji z innymi wioskami. Stała przy tablicy ogłoszeń, tępo patrząc się na jakąś kartkę bez celu. Powinna już iść do domu. Na dzisiaj skończyła, ale nie mogła. Musiała być w szpitalu i nad wszystkim czuwać. To była jej praca, jej największy obowiązek. Chciała go wykonywać zgodnie z własnymi zasadami. Z jej bezcelowego zamyślenia wyrwał ją dotyk na jej ramieniu. Wzdrygnęła się z zaskoczenia i spojrzała na “intruza”, którym okazał się srebrnowłosy mężczyzna. Westchnęła z ulgą i uśmiechnęła się lekko.
— Ciężko w szpitalu? — spytał, patrząc się na nią zmartwiony. Oczywiście, że zauważył to, że dziewczyna w ostatnich dniach była przemęczona, a on czuł się bezsilnie, nie mogąc jej w żaden sposób pomóc. Po pierwsze, nie wiedział jak. Po drugie, dziewczyna nie zgodziłaby się na to. Była bardziej uparta niż jej blond włosy przyjaciel, jednakże ta determinacja była swego rodzaju zachwycająca.
— Jest coraz więcej chorych. Nie mamy pojęcia co to jest, jak to leczyć, czy to choroba tylko naszej wioski. Shizune już zajęła się poinformowaniem okolicznych wiosek o problemie i zapytaniu się czy w nich też pojawiło się… to coś. — Westchnęła, opuszczając luźno ramiona.
— Powinnaś odpocząć. Jesteś zmęczona. Kiedy ostatnio byłaś w domu i jadłaś n o r m a l n y obiad? — Specjalnie podkreślił słowo “normalny”. Dziewczyna zjawiała się w domu rzadko. W dodatku jej posiłki składały się jedynie z kawy, na rozbudzenie, i z zwykłej bułki.
— Kakashi, nic mi nie jest — mruknęła, zamykając oczy. — Naprawdę, nie musisz się martwić, ale dziękuję ci. — Odwróciła się bardziej w jego stronę i uśmiechnęła się szerzej. — Byłeś u tego… popaprańca? — spytała, zmieniając temat. Nie lubiła rozmawiać o sobie. Krępowało ją to. Dlatego zawsze z łatwością przechodziła na coś innego. Kakashi wiedział to już od dłuższego czasu. Nie sprzeciwiał się temu. Nie chciał się z nią kłócić w szpitalu. Wolał porozmawiać na spokojnie w domu.
— U Sasuke? Byłem, nadal jest nieprzytomny. Ile może być w takim stanie? — zapytał, spoglądając na nią niepewnie.
— Stracił dużo czakry, sama nie wiem dlaczego. Dziwi mnie to bo Sasuke, mimo tego jaki jest, to jeden z najlepszych shinobi naszej wioski. Nie uważasz, że to dziwne, że pozwolił się tak pobić?
— Też uważam, że to dziwne. — Podrapał się po swoim podbródku. — Jednak nie mamy również dowodów na to, że coś takiego mogło się nie zdarzyć. Jest poszkodowany. Musimy się teraz zająć tym, by wrócił do swojej dawnej formy. Jeszcze nam się przyda w czasie konfliktu z Senju.
— Ta… — mruknęła bez entuzjazmu. Nadal nie pałała do niego bliższą sympatią. Nie potrafiła mu wybaczyć tego co zrobił. Skrzywdził ją, rozwalił jej psychikę. Nie mógł się spodziewać natychmiastowego wybaczenia lub nawet jakiegokolwiek wybaczenia. — Pójdę sprawdzić czy się nie obudził.
— Pójdę z tobą. — Kiwnął głową, ruszając za dziewczyną.
Oboje poszli pod salę w której leżał młody Uchiha. Byli zdziwieni, widząc, że chłopak nie jest już nieprzytomny. Sakura podeszła do niego i spojrzała się na bladą twarz. Westchnęła, wyciągając rękę do jego czoła by sprawdzić czy nie ma temperatury.
— Jak się czujesz? — zapytała typowo lekarskim tonem. — Boli cię coś?
— To nie jest teraz najważniejsze — mruknął, patrząc się na nią, ale swój wzrok zwrócił od razu w stronę Kakashiego. — Widziałem się z nim. To on mnie tak załatwił. Mam przekazać ci wiadomość… — Zacisnął palce na pościeli i zagryzł wargę. Nie mieli pojęcia czy było to z bólu czy z tego, że miał powiedzieć coś strasznego.
— Przekazać mi wiadomość? Jaką? — Zmarszczył brwi i podszedł bliżej niego. Wysunął stołek i usiadł obok łóżka.
— Nie mam pojęcia o co chodzi… Kazał mi to zapamiętać i… zapamiętałem. — Westchnął widocznie, przypominając sobie słowa Satoshiego. — “Czas biegnie nieubłaganie do przodu, a nikt nie jest w stanie go zatrzymać czy cofnąć. Energia księżyca pozwoli to zrobić. Bądź czujny, Kakashi. Księżyc to czas, czas to ty, ty to księżyc.” — Skończył recytować to co kazał mu przekazać lider Gekko.
— Kakashi? — Sakura spojrzała na niego zaskoczona. — Co to może znaczyć? Wiesz o co mu chodziło? — Spojrzała na jego zdezorientowaną twarz.
Kakashi nie miał pojęcia o co mogło chodzić. Nie wiedział dlaczego Senju stwierdził, że jest jakimś księżycem. Nie miał pojęcia o co chodzi w tym wszystkim z czasem. Nic nie wiedział.
— Nie. Nie mam pojęcia o co mu chodziło. Jest niezrównoważony psychicznie — stwierdził bez większego zastanowienia.
Cała trójka patrzyła po sobie, nie wiedząc co powiedzieć. Nikt nie miał pojęcia o co mogło chodzić, jednak dziewczyna wpadła na pomysł, by udać się do Tsunade, gdyż to właśnie kobieta mogła znać odpowiedź na słowa własnego syna.
— Sakura, idź do domu. — Usłyszała w pewnym momencie głos swojego współlokatora. — Jesteś już zmęczona. Ja zostanę jeszcze chwilę u Sasuke. — Westchnął i spojrzał na chłopaka. — Wiem, że jesteś wykończony, ale i tak musimy porozmawiać.
— Tak, Hokage… — mruknął bardzo cicho. Wiedział, że praktycznie nikt się nie zwracał do niego w tak oficjalny sposób. Dlatego też Sakura nie udawała swojego zdziwienia, a Kakashi udawał, że tego nie zauważył.
— Dobrze, ale nie za długo — powiedziała Haruno, kierując się ku wejściu. — Pójdę jeszcze do Tsunade. Obiecałam jej, że przyjdę. — Uśmiechnęła się do Hatake, który spojrzał na nią.
Wyszła z sali i od razu skierowała się ku domowi Jiraiyi.

Na miejscu była kilkanaście minut później. Po drodze zaszła do sklepu kupić coś słodkiego. Wiedziała, że Tsunade tego brakuje bo od jakiegoś czasu Jiraiya ograniczył jej słodycze w jej codziennej diecie. Sakura jedynie się z tego śmiała, że aż tak restrykcyjnie podszedł do jej zaleceń względem zdrowia mistrzyni Haruno. Drzwi otworzyła jej Tsunade, gdyż Jiraiyi nie było obecnie w ich wspólnym mieszkaniu. Blondynka uśmiechnęła się, widząc dziewczynę i jej wzrok momentalnie spoczął na siatce z zakupami.
— Kupiłaś? — zapytała wiedząc, że dziewczyna od razu będzie wiedziała o co chodzi.
— Tak. Przemyciłam całe opakowanie — szepnęła konspiracyjnie, choć wiedziała, że i tak nikt jej nie usłyszy. W głębi duszy i tak chichotała na zachowanie Tsunade, dorosłej kobiety.
W jej oczach pojawiły się iskierki szczęścia i momentalnie przepuściła Sakurę w drzwiach.
— Musimy porozmawiać. — Sakura westchnęła, przechodząc obok niej i kierując się prosto na kanapę.
— Chodzi o Kakashiego? — Dziewczyna była zdumiona, że jej mistrzyni tak dobrze ją zna, ale z drugiej strony mogła przypuszczać, że przy niej była jak otwarta księga. — Coś mocniejszego? — dopytała, stając w futrynie. Wystarczyło jedno spojrzenie Sakury, a starsza Senju już znała odpowiedź.
Gdy kobieta zniknęła w kuchni, dziewczyna rozsiadła się wygodniej na kanapie i strzeliła z obolałego karku. Była zmęczona, co było po niej widać. Odłożyła siatkę z zakupami na stół, a po chwili dostrzegła idącą w jej kierunku Tsunade, która niosła dwie czarki i butelkę sake.
— A więc? Co się stało? — zapytała, gdy odłożyła naczynia i butelkę na stolik. Usiadła obok Sakury i nalała trunku do obu szklanek. Przeważnie Haruno nie piła. Nie lubiła alkoholu i nie ukrywała się z tym, ale w tym momencie coś ją podkusiło żeby tknąć tak znienawidzonego napoju. Wzięła czarkę i wypiła na raz jej zawartość. — Czyli coś poważniejszego — stwierdziła kręcąc głową pobłażliwie i uśmiechając się z czynu swojej podopiecznej.
— Sasuke wrócił — poinformowała ją. — Został schwytany przez Satoshiego. Miał przekazać Kakashiemu pewne słowa i… nikt nie wie co one znaczą. Dlatego przyszłam do ciebie. — Spojrzała się na nią, szukając nadziei na pomoc. — Tylko ty możesz wiedzieć o co chodzi. A przynajmniej tak sądzę. — Pomasowała swoją skroń. Od przemęczenia bolała ją głowa i wiedziała, że picie alkoholu w takim stanie nie będzie najlepszym rozwiązaniem, lecz w dziwny sposób potrzebowała tego.
Tsunade wypiła powoli zawartość swojego naczynia i nalała obu kolejną kolejkę. Gdy Sakura sięgnęła po nią, kobieta odgoniła jej dłoń, chcąc by przystopowała na razie.
— Co to były za słowa? — zapytała, uważnie obserwując twarz różowowłosej. — Są aż tak straszne, że potrzebujesz czegoś na odwagę? — Uniosła jedną z brwi.
“Czas biegnie nieubłaganie do przodu a nikt nie jest w stanie go zatrzymać czy cofnąć. Energia księżyca pozwoli to zrobić. Bądź czujny, Kakashi. Księżyc to czas, czas to ty, ty to księżyc.” — szepnęła, powtarzając słowa, które przekazał im Sasuke. — Co to znaczy? — Uniosła głowę ku górze, wbijając przenikliwe spojrzenie w Tsunade.
Senju aż się wzdrygnęła, słysząc te słowa. Zrobiła się bledsza niż zwykle i zacisnęła dłoń na swoim udzie. Nie miała pojęcia skąd jej syn mógł wiedzieć o informacjach na temat Kakashiego. W dodatku tak ściśle tajnych. Na myśl przyszedł jej tylko jeden człowiek. Zdradziecki mnich świątyni ognia, który wychował Satoshiego. To właśnie w tej świątyni doszło do pewnego zdarzenia, przez które Kakashi był celem młodego Senju.
— Skąd on o tym wie… — szepnęła zaniepokojona i momentalnie podniosła się na równe nogi a następnie zaczęła krążyć niespokojnie po pomieszczeniu. — Przecież to miała być ścisła tajemnica — mówiła jakby sama do siebie, czym powodowała jeszcze większe zmartwienie u Sakury, która nie miała pojęcia o co mogło chodzić.
— Tsunade, o co chodzi? Możesz mi to wytłumaczyć? — Tymi słowami zwróciła uwagę blondynki na swoją osobę.
— Kakashi, a raczej cały klan Hatake, posiadają moc którą pieczętuje się na samym początku ich życia. Kakashi jest, jak to Satoshi ujął, księżycem i nie ma w tym ani grama kłamstwa. To po prostu metafora. — Westchnęła i usiadła na kanapie. Od razu wzięła dużego łyka z butelki nie przejmując się tym, że i Sakura w tamtym momencie piła z nią.
Dziewczyna zmarszczyła brwi, nie wiedząc co się dzieje. Nie miała o niczym pojęcia i nadal nie wiedziała co mógł oznaczać ten księżyc. Czekała na dalsze wyjaśnienia Tsunade, ale ta nie kwapiła się do tego. Zastygła w bezruchu w pewnym momencie.
— Do czego jest ci potrzebna ta moc, Satoshi — zwróciła się do nieobecnego syna. — Sakura, musisz pilnować Kakashiego. W szczególności w okolicach gdy będzie miał urodziny. Dziewiąty września… urodziny Kakashiego a zarazem pełnia księżyca.
— Mogę wiedzieć dlaczego? Proszę, nie mogę żyć w niewiedzy jeżeli ta sprawa tyczy się jego… — mruknęła niespokojnie, skubiąc swoją koszulkę. — Dobrze wiesz dlaczego — dodała lekko się rumieniąc.
— Kakashi, jak i jego ojciec a także inni przodkowie z klanu Hatake, posiadają moc cofania czasu. Niestety działa to raz na całe ich życie. Dlatego też od pokoleń ta moc jest pieczętowana w niemowlakach, jednak nie jest to stałe. Z każdym miesiącem, podczas pełni, ich ciała są ładowane energią księżyca, która jest dla nich nieodczuwalna. Gdy użytkownik osiągnie pełne naładowanie, może cofnąć się nawet o kilkanaście, albo o kilkadziesiąt, lat wstecz. Dlatego nie mam pojęcia skąd wziął się pomysł, by to wykorzystać. Jeżeli Satoshi doprowadzi swój plan do spełnienia, Kakashi umrze — mruknęła na końcu gdy skończyła opowiadać o drzemiącej w Hatake mocy.
Sakura pobladła na ostatnie zdanie. Nie mogła sobie nawet wyobrazić jak srebrnowłosy umiera. To było tak nierealne, że aż bała się o tym myśleć. Co prawda już raz umarł, podczas ataku Paina na wioskę, ale wtedy został wskrzeszony. Jak się domyślała, teraz nie byłoby takiej możliwości.
— Muszę mu o tym jak najszybciej powiedzieć. Jego życiu zagraża poważne niebezpieczeństwo! — pisnęła, zrywając się z kanapy. Zacisnęła mocniej palce na koszulce.
— Najpierw się uspokój. W takim stanie mu nie powiesz, prawda? Do jego urodzin zostały dwa tygodnie. Zdążysz mu jeszcze powiedzieć. Powinien wiedzieć jak najwcześniej, ale ty powinnaś się najpierw uspokoić.
— Nie możesz ty mu o tym powiedzieć? — zapytała, patrząc z nadzieją na blondynkę. — Dlaczego to akurat mam być ja? Jesteś o wiele bardziej poinformowana. Wiesz o tym wszystkim więcej. — Próbowała się jakoś wymigać od powierzonego jej zadania.
— Sakura, obydwie dobrze wiemy dlaczego to właśnie ty mu to przekażesz. Nad tym nie ma żadnej dyskusji. Powiesz wtedy, kiedy będziesz w stanie. — Podniosła się i podeszła do niej, obejmując ją i wtulając w siebie. — Będzie dobrze, zobaczysz. Czy kiedykolwiek cię zawiodłam?
Nie oczekiwała odpowiedzi na swoje ostatnie pytanie. Sakura kiwnęła jedynie głową na znak porozumienia. Trwały jeszcze chwilę w uścisku, aż młodsza odsunęła się i usiadła na kanapie. Wzięła ponownie czarkę i wypiła od razu. Tsunade dołączyła do niej. Wyjęły czekoladę i próbowały jakoś odsunąć od siebie myśli o Satoshim i Kakashim. Zapiły wieczór, zajadając się również czekoladkami. Nawet Jiraiya, który wrócił godzinę po przyjściu Sakury, nie był w stanie przerwać “miłego” wieczoru dwóm kobietom. Wycofał się do sypialni i zostawił je same sobie.



Od Tasaka: No i mamy już czternasty rozdział. Zdradzę Wam tajemnicę, że pisałam go od... prawdopodobnie grudnia. Trochę czasu minęło, ale jak już raz siadłam to napisałam resztę. Mam nadzieję, że spodoba Wam się na tyle, że nie zabijecie mnie. XD
Poza tym mamy już końcówkę roku szkolnego. Pewnie większość z was jeszcze się edukuje. U mnie w tym roku było ciężko. Zagrożenie z chemii i fizyki się trzymało przez dłuższy czas, ale myślę, że udało mi się je poprawić. 
No i jeszcze jedna sprawa. Zdając sobie sprawę, że popełniam diabelsko dużo błędów interpunkcyjnych, postanowiłam poprosić koleżankę o pomoc. Dlatego też ten rozdział został zbetowany przez Coco Vastille, za co jej z całego serduszka dziękuję . <3 
No to... do następnego! Piszcie jak wam się podobał i wytykajcie ewentualne błędy. 


wtorek, 16 maja 2017

XIII. Śmiech

— Kakashi, powinieneś odpocząć. Nie wyglądasz za dobrze. — Troskliwy głos zabrzmiał w wejściu do gabinetu Hokage.
Od ataku na jego dom minął tydzień. Było tyle niewyjaśnionych sytuacji. Nie odnaleziono Sasuke, nie znaleziona żadnego podejrzanego gościa w wiosce. Na domiar złego Kakashi przeżywał całą tą sytuację. Ostatnimi czasy zdarzyło się za dużo w jego, i tak już zwariowanym , życiu. Sakura była dla niego podporą, która była mu potrzebna. Wszyscy jego przyjaciele zdawali sobie sprawę, że gdyby nie dziewczyna, Hatake już dawno zrobiłby jakieś głupstwo. Zresztą działało to w dwie strony. Gdyby nie srebrnowłosy, dziewczyna nie wyszłaby z dołka po stracie przyjaciela, który okazał się debilem. Po wybuchu, jaki doszedł w mieszkaniu Kakashiego, mężczyzna stracił dach nad głową. Wiedział, że odbudowa jego lokum zajmie trochę czasu. Pomocną dłoń wystawiła w jego kierunku Sakura, która zaproponowała zamieszanie w jej domu. Miała jeden wolny pokój, więc nie był to dla niej problem. Kakashi nie mając wyboru przyjął propozycję od niej, ale w głębi duszy czuł się szczęśliwy, że to właśnie ona zaproponowała mu pomoc.
— Kakashi, słuchasz ty mnie w ogóle? — Podeszła do niego bliżej i położyła dłoń na jego ramieniu. Tak jak sądziła, mężczyzna zamyślił się i, gdy jej ręka spoczęła na nim, podskoczył wystraszony, co można było zauważyć w jego ciemnych oczach, jednak wrócił do obserwacji wioski wzdychając z ulgą. — Posłuchaj mnie od czasu do czasu. Idź się połóż. Nie śpisz od dobrych kilku dni.
— Nie mogę zasnąć. Sprawa z Sasuke nie daje mi spokoju. Dlaczego nie mamy od niego żadnych informacji. To niedorzeczne! Uchiha to jeden z najlepszych shinobi na świecie!
— Każdemu może potknąć się noga — prychnęła.
Nie ukrywała, że nie przejmowała się ostatnim Uchihą. Dla niej mógł już dawno zginąć, jednak nie mógł. Był zbyt ważny dla całej wioski. Dzięki niemu mieli jakieś szanse na pokonanie Gekko. Ją też zastanawiało jak mógł się tak łatwo podejść. A może się tylko ukrywał? Może go wykryli? Ale skąd byłaby wtedy ta krew?
— Ty też powinnaś się położyć. — Próbował odejść od swojego tematu. — Nie wyglądasz lepiej ode mnie.
— Nie odwracaj kota ogonem Kakashi — warknęła na niego. — Widzisz jak ty wyglądasz? W takim stanie nie przydasz się wiosce. Powinieneś czasami logiczniej myśleć — mówiła z wyżutem. — Martwię się o ciebie — przyznała. Nie kłamała. Był dla niej bardzo ważny i nie chciała żeby coś mu się stało.
— Nie mogę. Powtarzam ci to po raz drugi. Dziękuję, że się tak o mnie martwisz. — Odwrócił wzrok od panoramy miasta i spojrzał w jej oczy. — Od pewnego czasu miewam sny. Bardzo dziwne sny — przyznał. Zaskoczył tym Sakurę. — Tylko ty o tym wiesz i chcę, aby tak pozostało.
— Opowiesz mi o nich? — Zaciekawiła się. — Może… będę w stanie ci pomóc?
— Nie wiem czy to dobry pomysł. Nie chcę cię kłopotać. — Podrapał się po karku.
— Nie kłopoczesz. Chętnie wysłucham cię, jeżeli mamy jakieś szanse na to, że to ci pomoże. — Uśmiechnęła się do niego delikatnie.
Kakashi pod wpływem emocji przytulił ją, czym ją zdziwił. Nie spodziewała się takiego gestu z jego strony. Objął ją i westchnął spokojnie. Przymknął oczy.
— Dziękuję… dziękuję, że tu jesteś — szepnął przy jej uchu.
Spowodowało to, że na sercu Sakury zrobiło się ciepło. Wiedziała czym to było spowodowane. Już dawno odpowiedziała sobie na nurtujące pytanie, a słowa Kakashiego cieszył ją. Kochała go, jednak nie mogła się do tego przyznać. Nie w tej sytuacji. Kakashi cierpiał po stracie swojej żony. Wolała w tym momencie być przy nim i pilnować, aby mężczyzna wyszedł z tymczasowo trwającej depresji.  Nabrała powietrza by móc napawać się jego zapachem. Sprawiało to, że wyobrażała sobie za dużo rzeczy, ale nie przeszkadzało jej to. Wiedziała, że i tak to się nie stanie. Wolała sobie wyobrażać, widzieć widok szczęśliwej pary w swojej wyobraźni. Dzięki temu powracał jej spokój.
— No już. Opowiadaj o tych snach. — Ocknęła się nagle przypominając sobie o wyznaniu Kakashiego.
Hatake jęknął zrezygnowany wiedząc, że dziewczyna tak łatwo nie odpuści. Puścił ją, czym spowodował, że na twarzy Sakury pojawił się dziwny grymas. Nie zwrócił na to zbytniej uwagi. Zasiadł na krześle za biurkiem. Odsunął się pod samo okno. Haruno oparła się o biurko, które przez ostatni tydzień zostało zawalone papierami. Westchnął przeciągle, nadal zastanawiając się czy na pewno powinien opowiedzieć o snach, które według niego były błahostką, ale jednak nurtowało go ich znaczenie.
— Nie odpuścisz, prawda? — Spojrzał się na nią ponownie. Miał jeszcze nikłą nadzieję, że dziewczyna jednak sobie odpuści, jednak mylił się. Samym wzrokiem uświadomiła go, że jeżeli zaraz nie zacznie mówić, skończy marnie. Zsunął swoją maskę na szyję by dziewczyna mogła widzieć jego twarz. — Mówiłem ci, że jesteś uparta? — zapytał prychając z delikatnym uśmiechem.
— Mówiłeś, nawet dziesięć razy. No dawaj! Zżera mnie ciekawość. — Ponagliła go.
— No już dobrze. Nie wiesz, że pośpiech nie wróży niczego dobrego? — Zmroziła go wzrokiem. — Nie wiem od czego zacząć — przyznał cicho patrząc się na podłogę, wielce nią zainteresowany, jakby była najciekawszym miejscem w pomieszczeniu.
— Najlepiej od początku Kakashi. Tak będzie najlepiej.
— Od czasu kiedy Hana mnie zaatakowała miałem dużo snów związanych z jej osobą. Nasze dawne życie, to jak się poznaliśmy. Nasze wspólne misje. Nie obyło się też bez TEJ misji. — Podkreślił a Sakura od razu domyśliła się o co chodziło. — Gdy wróciłem do wioski zmniejszyła się częstotliwość snów o Hanie, ale coś je zastąpiło. — Na jego twarz wszedł nieodgadniony wyraz twarzy, który zdziwił Haruno. — Niemal codziennie mam sny powiązane z… czasem. Często pojawia się mój ojciec, a gdy chce mi coś powiedzieć, nagle znika a ja się budzę. Z początku myślałem, że to z przemęczenia. Z przemęczenia wyobrażałem sobie ojca a czas po prostu miał mi przypominać o jego utracie, ale tak nie jest. Przecież już dawno się z tym pogodziłem. Nadal nie rozwiązałem tej zagadki — powiedział na koniec.
— Jaką zagadkę? — zapytała zaintrygowana i poprawiła się na biurku zakładając ręce na piersi. — Związana jest z twoimi snami?
— Tak. Dotyczy czasu, który jest w nich bardzo ważny. — Westchnął przecierając twarz. — Najpierw jestem w małym jasnym pomieszczeniu. Na ścianie jest zegar, który wskazuje godzinę piątą. Następnie muszę przejść do następnego, tym razem ciemnego pomieszczenia. Tam również jest zegar wskazujący godzinę piątą. Później pojawiam się w kolejnym, wypełnionym wszelkiego rodzaju zegarami. Na wszystkich jest godzina piąta. Nagle wskazówki zaczynają się ruszać. Na jednych idą do przodu a na drugich się cofają. Pomieszczenie robi się dość dziwne. Raz jest jasno, raz jest ciemno. — Wstał z krzesła i niespokojnie zaczął chodzić po gabinecie. — Rozgryzłem jedynie tyle, że kolor pokoi jest związany z dniem i nocą.
— A może… poruszające się wskazówki oznaczają kontrolę nad czasem? Pomyśl — spojrzała na niego pewnie i stanęła przed nim —  dlaczego ci się to śni? Może, nie. Na pewno to oznacza kontrolę nad czasem.
— Może masz racje. W kilku snach mój ojciec mówił o... drzemiącej we mnie mocy, którą muszę obudzić — powiedział po chwili zastanowienia.
— Tylko co to za moc? Może zapytajmy się Tsunade? Jeżeli ktoś wie o co chodzi to na pewno ona.
— To dobry pomysł, ale czy powinienem ją teraz pytać? Nie chcę jej martwić..
— Nie martw się. Tsunade jest w dobrym stanie. Nic jej nie będzie. — Uśmiechnęła się do niego delikatnie. —  Chodźmy do niej te… — Dźwięk stukania do drzwi nie pozwolił jej dokończyć myśli.
— Proszę! — krzyknął Kakashi stając w miejscu przy oknie i czekając na “intruza”.
Do pomieszczenia wszedł mężczyzna ubrany w długi czarny płaszcz, oraz zawiązaną na głowie chustę zakrywającą szpetne blizny.
— Ibiki, coś się stało? — Kakashi zdziwił się jego wizytą. Zazwyczaj powiadamiał go przez ANBU bądź swoich ludzi, że złoży mu wizytę.
— Od kilkunastu dni przesłuchujemy tego chłopaka, którego Asuma sprowadził tamtego dnia — Oznajmił. — Po opasce wywnioskowaliśmy, że jest on Shinobi z trawy. Prawdopodobnie to właśnie on jest jedną z ofiar porwania. Opis mieszkańców się zgadza. Niestety nie da się wyciągnąć z niego żadnych informacji. Próbowałem już wszystkiego. — Westchnął zrezygnowany. Ibiki jeszcze nigdy nie odpuścił sobie przesłuchania, ale tym razem było po nim widać, że do poddania dużo mu nie brakowało. — Typek ma pustą pamięć. Żadnych wspomnień, informacji. Nawet nie wiemy jak się nazywa bo nie chce nam niczego powiedzieć.
— Ten skurczysyn ma na to jakąś technikę — warknął zezłoszczony. — Nie jesteśmy ani trochę bliżej poznania jego zamiarów a na dodatek tracimy cennych ludzi. — Zacisnął pięść na wspomnienie Hany. Przejmował się również swoim dawnym uczniem. — Próbujcie dalej. Musimy się czegoś dowiedzieć. Nie możemy tego tak zostawić!
— Tak jest! — Przyjął rozkazy i wyszedł.
Pozostali sami. Zapadła między nimi cisza, która stawała się kłopotliwa. Kakashi zasiadł za swoim biurkiem i wziął do dłoni jakieś mało ważne dokument z raportem misji geninów — kolejne łapanie kota. Uśmiechnął się nostalgicznie na wspomnienie misji Sakury, Naruto i Sasuke. Nie zauważył nawet kiedy jedna smutna łza opuściła jego oko i wolno spływała do obrzeży maski. Nie zauważył również jak Sakura podeszła do niego i kciukiem ją wytarła. Spojrzała się ukradkiem na papiery nie chcąc być wścibska, ale kiedy zauważyła kawałek treści zrozumiała dlaczego Kakashi uronił łzę. On natomiast przeniósł swój wzrok z tekstu na jej twarz. Ujrzał delikatne iskierki sentymentalności w jej oczach.
— Pamiętam to jakbym wykonywała tą misję zaledwie wczoraj — mruknęła uśmiechając się lekko. — Czasy, kiedy nie musieliśmy się niczym przejmować i prowadziliśmy nawet zbyt nudne życie.
— To prawda, ale z biegiem czasu musieliście wyrosnąć z takich misji — powiedział ścierając resztę łzy. Nie zdawało mu się ani trochę dziwne to, co Sakura zrobiła kilka sekund temu. — Z biegiem czasu się rozwijaliście. Nie wyobrażam sobie teraz ciebie biegającą za tym durnym kotem. — Zaśmiała się z jego uwagi a on po chwili dołączył do niej.
Pierwszy raz od naprawdę dawna usłyszała jego szczery i tak rozczulający śmiech. Westchnęła przestając się śmiać. Podeszła do okna, a srebrnowłosy dołączył do niej. Stanął zbyt blisko, gdyż ich ramiona stykały się. Mimowolnie na jej twarz wszedł delikatny rumieniec, ale Kakashi nie zwrócił na to uwagi. Ściągnął swoją maskę. Spojrzała się kątem oka na jego prawy profil. Swoją uwagę skupiła na małym, czarnym punkcie blisko brody.
— Od zawsze się zastanawiałam jak możesz normalnie w tym oddychać — przyznała wyrywając go z zastanowienia. — I dlaczego w ogóle ją nosisz. — Chwyciła za róg materiału.
— Przepuszcza powietrze, więc noszenie jej nie sprawia mi problemu. — Wzruszył ramionami. — A dlaczego noszę? Chyba sam tego nie wiem. Prawdopodobnie jest to spowodowane tym, że chciałem się jakoś wyróżniać. — Uśmiechnął się unosząc jeden kącik ust do góry.
— Chyba ci się to udało sen-sei. — Rozdzieliła na sylaby i zaśmiała się tykając go palcem w żebra. Atmosfera trochę się rozluźniła, co w tym momencie było wręcz najpotrzebniejsze.
— Ach tak? Więc się z tego niezmiernie cieszę. — Oddał jej tym samym.
Nawet nie wiadomo kiedy, ale obydwoje okładali się zabójczymi w skutkach łaskotkami. Oczywiście w tym jakże poważnym starciu wygrywał Kakashi, który wydawał się nie mieć wrażliwych miejsc. Opanował sytuację w zaledwie kilka sekund, nie dając tym samym żadnego pola do popisu Sakurze.
— Prze-przestań! — krzyknęła przez śmiech. Nie mogła już wytrzymać. Płakała ze śmiechu. — Brzu-brzuch mnie boli! Kakashi no! — Próbowała go odepchnąć, ale nie dawała rady. Był za silny.
Tą jakże uroczą scenę przerwało pukanie do drzwi. Ponownie ktoś im przeszkodził w cieszeniu się na spędzanie kilku krótkich chwil. Kakashi musiał się opanować, więc przestał torturować Sakurę. Ta zaczęła poprawiać swoje włosy i ubrania. Hatake poprosił intruza do środka. Okazał się nim być Shikamaru, który spojrzał się po jednym i po drugim. I on i ona byli czerwoni na twarzy od nieustającego śmiechu. Srebrnowłosy szybko założył maskę, przypominając sobie, że zdjął ją. Robił to tylko przy Sakurze i gdy myślał nad tym dłużej, robił to wcześniej tylko przy ojcu i Hanie — dwójką najważniejszych dla niego osób. Odchrząknął próbując przybrać swoją neutralną barwę głosu.
— To może ja przyjdę później — powiedział zawstydzony wymyślając sobie różne wersje wydarzeń tego, co mogło się dziać zanim wszedł do środka.
— To nie jest koniecznie, Shika. Już wychodzę. — Uśmiechnęła się do niego i odwróciła twarz do Kakashiego. — Widzimy się na kolacji. — Mimowolnie puściła do niego oczko i sama siebie zdziwiła, a co dopiero jego.
Kiwnął tylko głową i odprowadził dziewczynę wzrokiem. Gdy ta zniknęła za dębowymi drzwiami, wrócił spojrzeniem do Shikamaru.
— Macie się ku sobie — stwierdził z uśmiechem.
— Nie rozumiem. — Uniósł jedną brew do góry zdziwiony wyznaniem swojego doradcy. — Możesz troszkę jaśniej. — Usiadł za biurkiem i odchrząknął nazbyt głośno. Zabrał się ponownie za przeglądanie papierów.
— Nie udawaj, że nie rozumiesz Kakashi. — Westchnął spuszczając ramiona wzdłuż swojego ciała. —  Nie widzisz tego? Do końca oślepłeś?
— Shikamaru, ja naprawdę nie wiem o co ci chodzi. — Spojrzał na niego zażenowany tym, że go nie rozumiał.
— Ech… dowiesz się w swoim czasie, gdy przejrzysz na oczy bo jak na razie to masz na nich czarne klapki niczym Ebisu. — Prychnął z ciemnoty swojego przyjaciela.
— Dobra. Mniejsza z tym. Masz coś ciekawego? — spytał kręcąc głową, jakby chciał wyrzucić ze swojej głowy, nagle przychodzące do niego, myśli. — Nie przyszedł byś tu tak bez powodu.
— Tsunade prosiła, abyś się do niej wybrał. Ma jakąś ważną sprawę do ciebie. Nie wiem o co chodzi.
— Rozumiem. Tyle? — Wolał się dopytać.
— Tak. A ty się jeszcze zastanów nad swoim zachowaniem — burknął nie zdając sobie sprawy, że zabrzmiał jak marudząca babcia. Odwrócił się do niego plecami i miał już wyjść, jednak usłyszał głęboki śmiech Kakashiego.
— Czy ty mi właśnie prawisz kazanie? — zapytał się przez śmiech, ocierając przy tym teatralnie łzę z przymkniętego oka.
Shikamaru burknął coś niezrozumiałego pod nosem i wyszedł. Kakashi pokręcił ponownie głową nadal się uśmiechając. Wrócił do papierów, ale nie mógł się skupić. Wziął sobie do siebie słowa Nary. Domyślał się o co mu chodziło. Tylko jedno słowo chodziło mu po głowie — Sakura. Uśmiechnął się przypominając sobie wydarzenie sprzed niemalże kilku minut. Pierwszy raz od naprawdę dawna czuł się, tak normalnie — domowo. Chciał czuć to częściej i uświadomił sobie, że tak czuje się tylko, i wyłączenie przy jednej osobie. Sakura — dziewczyna o różowych włosach i zielonych oczach — namieszała w jego głowie. Nie wiedział co się działo, ale wiedział, że to nie jest normalne.
— I co ja mam teraz zrobić? — zapytał się gołębia siedzącego na parapecie, który wleciał przez otwarte okno. — Chyba wariuję. Gadam do gołębia. — Zaśmiał się sam z siebie.
Wrócił do mniej przyjemnej rzeczy niż myśleniem o różowowłosej. Nadal nie mógł się skupić nad czytaniem raportów od geninów, ale zważywszy na to, że były to misje rangi D — po prostu składał swój podpis i odkładał na kupkę.


~***~


Idąc ulicami Konohy, Sakura rozmyślała nad wszystkim co się wokół niej działo. Zdawała sobie sprawę, że relacja między nią a Kakashim nie była normalna. Może on tego nie widział — jej zdaniem — ale tak było. Coś niewidocznego ciągnęło ich do siebie, a oni nie mogli się powstrzymać. Najprostszym jej zdaniem przykładem mogłaby być sytuacja w gabinecie Hatake. Na samą myśl na jej policzki wszedł rumieniec.
— Coś ty taka czerwona? — usłyszała przed sobą głos. Nie zdążyła się zatrzymać i wpadła z dziewczynę. — I coś ty taka zamyślona?
— Ino? Nie zauważyłam cię. Przepraszam — mruknęła zawstydzona. Spojrzała się na blondynkę, która podparła dłoń o biodro i wpatrywała się w nią z zaciekawieniem.
— Jesteś jakaś nieobecna od kilku minut. A dokładniej odkąd wyszłaś od Hokage. Mijałaś przed chwilą Jiraiyę i nawet mu nie odpowiedziałaś. Ej! Tylko mi nie mów, że się w nim zabujałaś! — krzyknęła na pół ulicy.
Sakura spojrzała na nią z niedowierzaniem i zatkała jej momentalnie usta, ale zdążyły się obronić przed zaciekawionymi spojrzeniami ludzi.
— Ciszej bądź — wysyczała. — Chodźmy do mnie — mruknęła zamykając oczy.
Yamanaka kiwnęła głową ze zrozumieniem, ale z jej twarzy nie schodził ten łobuzerski uśmiech.
Ruszyły we dwie do domu Haruno. Minęło kilka minut, kiedy we dwie siedziały już na podniszczonej kanapie. Sakura wpatrywała się tępo w łodygi bambusa stojącego w rogu pokoju. Parujący napój z każdą chwilą stygł, ale kubek, który wchłonął jego ciepło, ogrzewał jej zmarznięte dłonie. Jesienne dni stawały się coraz to chłodniejsze i nawet zwykły spacer potrafił oziębić człowieka. Ino niecierpliwiła się, co Sakura odczuwała po kręceniu się na kanapie, oraz odgłosu stukania paznokciami o kubek. Różowowłosa ocknęła się i przewróciła oczami na zniecierpliwienie jej przyjaciółki.
— Co masz takie roje w dupie? — spytała zadziornie.
— Mów no bo zaraz sama wyciągnę to z ciebie — warknęła wreszcie.
— Niecierpliwa z ciebie bestia. — Zaśmiała się upijając herbaty. Wydawałoby się, że robiła to na złość blondynce. — Ja… — Spoważniała nagle. — chyba to prawda — mruknęła cicho.
— Co prawda? — Ino nie zrozumiała. Czasami wydawała się być mniej rozgarnięta niż chłopak o tym samym kolorze włosów, noszącym nazwisko Uzumaki.
— Zakochałam się, no! — jęknęła wreszcie.
— Zakochałaś się w Hatake! — Gdyby jej kubek nadal był pełny, zawartość wylądowałaby na miękkim, beżowym dywanie. — Ty… nie igraj ze mną i nawet nie waż mi się tu oszukiwać —  warknęła nie wierząc w to co usłyszała.
— Zachwycona? Dowiedziałaś się? To teraz chyba się pożegnamy. Muszę ugotować kolację — burknęła biorąc kolejny łyk herbaty.
— Oj nie ma takiej opcji. Nie w takim momencie. — Poprawiła się na kanapie i okryła kolana kocem, zabierając go uprzednio z kolan Sakury.
— Ej! Oddawaj. — Zaczęły sobie wyrywać koc. Po chwili razem się śmiały z tego co właśnie robiły.
Ich dyskusja przedłużała się z każdą to nową informacją przekazywaną blondynce. Ino siedziała ze skupieniem wysłuchując Sakury, która co pewien czas śmiała się z sama siebie. Czasami jej policzki przybierały czerwonego odcieniu, co wydawało się dość słodkie. Co jakiś czas kręciła młynek palcami świadczący o jej zakłopotaniu.
— No to masz ci babo los. — Westchnęła gdy Sakura skończyła opowiadać wszystko od początku.
— I co ja mam teraz zrobić? — zapytała z nadzieją, że Ino pomoże jej z decyzją.
— Moim zdaniem powinnaś mu powiedzieć, ale jak zrobisz to już twoja sprawa. —  Wzruszyła ramionami.
— Dzięki. Niezła z ciebie przyjaciółka. — Uśmiechnęła się fałszywie, za co dostała dość mocnego kuksańca w ramię od zdenerwowanej Ino. Jednakże jej złość nie była długa i po chwili obydwie śmiały się jak za dawnych dobrych czasów.
Ich beztroskie cieszenie się z życia przerwało nagłe natarczywe pukanie od drzwi. Szybko zerwała się z  kanapy i otworzyła. Przed sobą ujrzała zdyszanego Shikamaru.
— Sakura, Temari rodzi! Jesteś potrzebna — wykrzyczał zdesperowany.
Nie trzeba było długo, aby Sakura, wraz z Narą znaleźli się w szpitalu. Cztery godziny później na świat przyszedł mały Shikadai.
Obserwowała przez uchylone drzwi szczęśliwych rodziców. Sama mimowolnie uśmiechnęła się.
Wracając do domu coś sobie uświadomiła.
— Kolacja! — krzyknęła łapiąc się za policzki.
Biegiem ruszyła do domu. Wchodząc do niego przez otwarte drzwi poczuła zapach kurczaka w curry.
— Nie spieszyłaś się z tą kolacją. — Usłyszała wesoły głos Kakashiego. Wchodząc do kuchni ujrzała go w fartuchu kuchennym. Zaśmiała się z tego widoku. — Aż tak źle wygląda? — Uniósł jedną brew.
— Wyglądasz naprawdę uroczo. — A wzorek na fartuchu podkreślał jej słowa. Rysunek misia koali był dla niej zabawny. Zwłaszcza, że mężczyzna założył damski fartuch. — W szczególności w moim fartuszku. — Zachichotała.
— Innego znaleźć nie mogłem, więc pożyczyłem sobie ten — mruknął. — Idź umyć ręce. Za chwilę będzie kolacja.
— Aj, aj, kapitanie! — krzyknęła salutując i ze śmiechem ruszyła do łazienki.
Pięć minut później zasiedli do kolacji. Luźna atmosfera roznosiła się w pomieszczeniu co cieszyło Sakurę. Uświadomiła sobie, że zaproponowanie Kakashiemu zamieszkanie w jej domu, było najlepszą decyzją jaką podjęła w ostatnim czasie.

Od Tasaka:
No i jest trzynastka. Rozdział bardziej luźny, ale myślę że i taki jest dobry. Tą częścią wyrównujemy się z wersją wattpadowską. Jak już tam napisałam, od tej pory każdy kolejny rozdział będzie umieszczany tylko na blogspocie. Mechanika wttp denerwowała mnie już od jakiegoś czasu. Poza tym nie mam ochoty pisać dwóch wersji. Na wattpadzie nie działają akapity, które są estetyczniejsze niż milion enterów.

Co się dzieje z czternastką? Stanęła w połowie pisania i nie wiem jak to teraz będzie. Przez ostatnie dwa tygodnie nie napisałam praktycznie nic, a i wcześniej dopisałam jedynie kilka zdań. Za to rozpisałam sobie kolejne rozdziały i jak tak na nie patrzę to myślę, że historia zamknie się w dwudziestu rozdziałach + epilog.
No i się żegnam i wracam dalej do żmudnej pracy, jaką jest przerabianie tekstu pod słuchowisko radiowe. Zabijcie mnie, błagam. -_-
CREATED BY
Mayako